niedziela, 27 stycznia 2019

Denko, grudzień 2018

Hej, hej! 🤗
Witam cieplutko w nowym roku! Aby go już całkowicie zamknąć jestem wręcz zmuszona, żeby zamieścić denka, jeszcze, grudniowe :). Zatem bez zbędnego biadolenia, przejdźmy do rzeczy!


Uriage woda termalna  
Chyba nie ma osoby, która nie zna tej wody. Genialne odświeża i co najlepsze, nie trzeba jej wysuszać, tylko zwyczajnie dać się jej wchłonąć.

Whamisa Organic Flowers Toner Original  
Bardzo przyjemny produkt, po prostu prawilny tonik, nic więcej nie da się o nim napisać. 

Richevon krem (serum) przeciwzmarszczkowy [recenzja] 

Rituals Ritual of Namaste Hydrate - hydrating ampoule booster ; Glow - anti - aging ampoule booster 
Ampułki wyciągnęłam z genialnego kalendarza adwentowego :D. Serio, widziałam ich naprawdę wiele, ale żaden nie pobił tego z Rituals. Jeśli w tym roku też będzie (czyli na pewno), to kupuję w ciemno i wam też polecam, jeśli tylko oczywiście lubicie ich produkty. Same ampułki okazały się świetnym zastrzykiem odżywienia dla wymagającej skóry, ratowałam się nimi w kryzysowych sytuacjach, kiedy moja cera przypominała w dotyku sianko ;).

Yves Rocher Hydrating Micellar Water 2 in 1
Bardzo dobry produkt! Już pisałam o nim chyba w poprzednim denku. Najważniejsze jest to, że absolutnie nie wypala oczu, a ja mam mocno wrażliwe.

Garnier płyn micelarny z olejkiem
Ulubieniec, bez zmian :).



Lovely Mineral Loose Powder Sweet Kissing Powder   
Przyzwoity, w sumie moim zdaniem niczym się nie różnił o wersji HD. Pudry Lovely są według mnie niezbyt drobno zmielone, takie wydaje się, że "mokre" i zbite. Ale sprawdzają się bardzo dobrze i nie robią ciacha, a ja nakładam sporo pudru ;). Ach i nawet pod oczy się nadaje.

Revolution Fast Base Concealer (C 0.5)      
W sumie nie spodziewałam się fajerwerków po tym korektorze, a tak go polubiłam, że aż smutno mi, że się skończył! Nie jest to coś, co zakryje wam wszystkie zasinienia i całą waszą mroczną przeszłość 😆, ale też ja nie mam aż takich problemów ze skórą pod oczami, także taki lekki produkt mi w zupełności wystarcza. Przede wszystkim nie wysuszał, doskonale się utrzymywał i wtapiał po prostu cudownie. Posiadał ultra lekką konsystencję i tak jak wspominałam wcześniej - bardziej rozjaśniał oraz rozświetlał niż krył. Często też aplikowałam go na resztę twarzy.

Kat Von D Tattoo Liner (Trooper Black)
Na początku ciężko było mi się ogarnąć z tą dziwną końcówką przypominającą spłaszczony pędzelek, ale jak już troszkę się z nim pobawiłam to kreski rysowało mi się po prostu bajecznie. Jego precyzyjna końcówka idealnie finiszowała jaskółkę. Oczywiście chyba nikogo nie zdziwi (w końcu to kultowy kosmetyk), że był mega czarny, mega trwały i mega matowy ;).


Rituals The Ritual of Ayurveda Indian Rose & Almond Oil:  
Hand wash - nie wysuszało, zapach utrzymywał się na dłoniach naprawdę zaskakująco długo
Balancing Shower Gel - właściwie mam co do tego żelu takie same przemyślenia jak co do mydełka do rąk, jednym słowem petarda zapachowa
Natural Dry Oil For Body and Hair Nourishing - mocno odżywczy suchy olejek, który jednak troszkę tłuścił (albo to ja za bardzo siebie nim oblewałam, co jest prawdopodobne, ale nie mogłam się powstrzymać 😋)
Hand Balm - kremik dobry do użytku domowego, troszkę mnie podrażniał jak miałam dłonie wręcz popękane od mrozu, ale poza sytuacjami kryzysowymi sprawdzał się idealnie 

Generalnie ta seria The Ritual of Ayurveda posiada tak obłędny, świdrujący zapach, nieco ciężki, taki hmm marokański? Nie wiem czy wiecie o co mi chodzi, ale po prostu jestem w nim zakochana!

Mydlarnia Cztery Szpaki naturalny dezodorant w kremie cytrusowo - ziołowy   
Zdecydowanie najlepszy dezodorant jaki miałam w życiu. Po tym jak mi się skończył postanowiłam wykończyć jakąś zwykłą drogeryjną kulkę chyba z Rexony, która mi zalegała, ale szczerze to się nawet nie umywa do Czterech Szpaków, ostro tęsknię i na pewno wkrótce kupię kolejny słoiczek. Jak sama nazwa wskazuje jest to dezodorant, nie antyperspirant, więc nie sprawi, że przestaniecie się pocić, ale nawet w lato nie miałam z tym problemu i czułam się świeżo cały dzień, właśnie nawet bardziej niż po tych antyperspirantach. Do tego formuła pasty, która rozpuszcza się pod wpływem ciepła ciała i od razu wchłania, jest naprawdę przyjemna, zero lepkości czy mokrości.

Zoella Beauty Body Pudding, Cream Scrub    
Chyba miałam zbyt wysokie oczekiwania co do kosmetyków brytyjskiej gwiazdy Youtuba, bo troszkę się zawiodłam 😆. Szczerze o niebo lepiej sprawdzają się u mnie ukochane produkty Rituals. Oczywiście Zoella Beauty nie jest dostępna u nas, obydwa łupy złowiłam w niemieckim Rossmannie, jeszcze latem 😉. Krem do ciała sprawdzał się po prostu poprawnie, wchłaniał błyskawicznie, nie tłuścił, jednak żadnych większych emocji u mnie nie wywołał. Peeling zaś, choć faktycznie lepiej pasuje tutaj słowo scrub, w ogóle mi nie przypadł do gustu. Ma postać zbitej, tłustej mazi, którą naprawdę ciężko rozsmarować na sucho, natomiast jeśli nakładałam go na skórę mokrą, to momentalnie się rozpuszczał... Jedynym wyjściem było nakładanie na sucho i potem delikatne zraszanie z masowaniem. Sporo zabawy, efekty słabe. Obydwa kosmetyki pachniały specyficznie, ale jakby marakują, coś w tym stylu. Meh.

Yves Rocher Maracuja Perfumed Bath & Shower Gel  
Super przyjemny owocowy zapach, naprawdę dobrze odwzorowany. 

Isana Fall in Love kremowy żel pod prysznic o zapachu pomarańczy, wanilii i migdałów  
Kocham ❤️. Dawno Isana nie wypuściła tak pięknego zapachu - taki serniczek z wanilią i nutą pomarańczy, no cudooo!

Garnier Wahre Schatze Feuchtigkeits Spulung Kokoswasser & Aloe Vera
Kolejna zdobycz z Niemiec. Ubolewam, że u nas nie ma takiego fajnego wyboru produktów do włosów Garniera. Odżywka robiła to, co miała robić, wygładzała włosy, ale nie obciążała. Byłam z niej bardzo zadowolona. I cudnie pachniała wodą kokosową 🙂.


Soraya #Foodie: Melon supernawilżająca maseczka; Jagoda odżywcza maseczka  
Naprawdę godne uwagi maseczki! Nie spodziewałabym się, że jeszcze sięgnę po takie drogeryjne saszetki, ale przyznam, że skusiło mnie estetyczne opakowanie. Są super jeśli macie jakąś imprezę i chcecie na maksa nawilżyć skórę. Do tego pachną po prostu obłędnie realnymi owocami ❤️. 

Rituals The Ritual of Happy Buddha Soap Bar  
Mydełko jak mydełko 😂. Ale pachniało fantastycznie pomarańczą, to trzeba mu przyznać. 

Yankee Candle:  
Cherry Blossom - jeden z moich ulubionych zapachów, świeży, kwiatowy, delikatnie mydlany, boskie połączenie na cieplejsze dni
Warm Desert Wind - tutaj już byłam średnio zadowolona, zapach dla mnie ciut za ciężki, zbyt perfumowany

Nacomi Fizzing Bath Bomb Sweet Raspberry Cupcake 
Przyznam, że wolę kule Bomb Cosmetics, ta była jakaś taka bez polotu.


Tony Moly Prestige Jeju Mayu Treatment Mask Sheet - mocno odżywczy przyjemniaczek
Bielenda Cloud Mask Banana Cabana - kolejna saszetka z drogerii, która mnie pozytywnie zaskoczyła; generalnie mam spory fun podczas używania tych bąbelkujących masek, a ta dodatkowo pachnie po prostu bosko; pozostawia skórę gładziutką i ujednoliconą 
Mincer Pharma VitaC Infusion rozświetlająca maska w kremie do twarzy - zostałam zachęcona do zakupu pełnowymiarowej tubki bez dwóch zdań; maska fenomenalnie rozjaśnia i czuję, że wiecie tak aż penetruje tę skórę głębiej
Mediheal BlackChip maska przeciwzmarszczkowa - zwyklak



Helloskin Rich Nouirshment Sheet Mask - była okej
Benton Goodbye Redness Centella Mask Pack - chyba moje największe maseczkowe odkrycie ubiegłego roku, no kocham po prostu to, co ta płachta robi z moją skórą, gorąco polecam, pisałam już o niej na 100% wcześniej
SeaNtree Aloe Mask Sheet - maseczki z aloesem zawsze spoko 😉
OMG! 2w1 Kit Detox Bubbling Microfiber Mask - przyznam szczerze, że jakoś mnie te maski (właściwie zabiegi) nie przekonywały, ale kupiłam dwa rodzaje jakoś na promocji w Douglasie i w sumie okazało się, że ta jest całkiem przyjemna; podoba mi się idea dwuetapowości, skóra od razu wygląda sto razy lepiej
Mimoto The Natural Perfect Moisture Syn - Ake + EGF Essence Sheet Mask - opakowanie wygląda mi na okrutnie luksusowe, mega mi się spodobało; samą maskę zaliczyłabym do tych lepszych, odżywczych, napinających



Mustus Daily Harvest Squeeze Tone Up Mask - tak samo znakomita jak wszystkie pozostałe, które miałam
Ariul Nobody Knows Why I’m so Sexy / Chic - takie dość przeciętne
Isana maseczka do twarzy w płachcie z olejkiem arganowym Glow - w życiu bym się nie spodziewała, że Isana wypuści maski w płachcie, a tu proszę; tylko problem w tym, że niestety materiał jest za gruby, a esencji za mało i troszkę niekomfortowo się ją nosi... działanie też takie sobie
SeaNtree Essence Mask Sheet Steam Moisture - opakowanie tej maski mnie zagięło, jest przesłodkie 😍; maseczka znakomita, esencja wręcz wylewała się z opakowania
Prreti Cleanse Juice One Pack Moisture ChokChok - kolejna całkiem sympatyczna propozycja, nie zawiodłam się

Wow, to już wszystko! Masek zużyłam tyle, że chyba będę musiała jakoś pouzupełniać zapasy, bo niewiele mi zostało 🤣. Dajcie znać czy używałyście czegoś i co was zaciekawiło. 

Miłego,
Yuki

8 komentarzy:

  1. Przyznam, że i ja jestem zakochana nie tylko w zapachu tej serii Rituals. Mam ochotę ns nie wszystkie po kolei :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rituals w ogóle zawsze mnie powala swoimi kompozycjami zapachowymi, są niezastąpieni <3.

      Usuń
  2. Z Twojego denka znam tylko puder z Lovely i bardzo lubię :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie znam żadnego kosmetyku. Miałam puder z Lovely, ale w wersji żółtej i się z nim nie polubiłam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podejrzewam, że też go już miałam, ale nie jestem pewna w stu procentach :/.

      Usuń
  4. Wodę Uriage bardzo lubiłam, a żel Isany mam w zapasie :D

    OdpowiedzUsuń