sobota, 16 lipca 2016

Beauty Blender - absolutny hit czy strata pieniędzy?

Cześć!
Tak nagle w środku nocy naszło mnie żeby napisać wam parę słów o, myślę kultowym już, gadżecie, który pewnie przetestowała większość z was. Jednakże jeśli jeszcze nie jesteś zdecydowana i myślisz nad zakupem gąbki za około 70zł to mam nadzieję, że mój post rozwieje twoje wszelakie wątpliwości :). Długo zbierałam się do wystawienia jednoznacznej opinii temu produktowi, jednak od jakiegoś czasu, po długich testach, jestem w 100% pewna swoich wniosków.

 

Na początku nie byłam przekonana co do unikalności gąbeczki. Myślałam, że na pewno każda inna będzie się zachowywać identycznie. Wtedy jeszcze nie było aż tylu duplikatów Beauty Blendera, ale rynek dopiero miał się rozkręcić. Chwilę po tym jak zaczęłam maltretować swój nowy nabytek, wiele firm wypuściło własne gąbki, które jakoś w ogóle nie przykuły mojej uwagi. Nie byłam dostatecznie zauroczona. Jednak w końcu, z czystej ciekawości skusiłam się na pomarańczowego osobnika Real Techniques Miracle Complexion Sponge. Już po pierwszym jej dotknięciu poczułam ogromną różnicę w teksturze. Okazała się twardsza, mniej plastyczna, zaś w kontakcie ze skórą mało przyjemna. Doceniłam oryginał i RT poszła w kąt. Gdy mój pierwszy BB skończył swój żywot i zdecydowanie trzeba było go wymienić, to postanowiłam wrócić do pomarańczki, bo szkoda mi było ją wyrzucać. Jakoś przebolałam brak Beauty Blendera, jednak nie mogłam się doczekać aż kupię nowy. Warto wspomnieć, że gąbka Real Techniques dosłownie zaczęła mi się rozlatywać po około 2 miesiącach. Małe jej części zaczęły się po prostu odrywać, z dnia na dzień wyglądała coraz gorzej... Po jakichś 3 miesiącach intensywnego używania Beauty Blender wyglądał tak (znaczna różnica w porównaniu do RT): 

   
Niezbyt estetyczny widok, aczkolwiek nie miałam wtedy dobrego produktu do czyszczenia jajeczka. W zestawie otrzymałam miniaturkę płynu, ale o dziwo kiepsko sobie radził, albo to ja nie umiałam go używać. Jako zastępstwo kombinowałam z mydłem w płynie, ale to też nie był najlepszy pomysł. W każdym razie osobiście nie polecam. W moim przypadku doskonale sprawdza się zwykłe mydło, ale to w kostce.

  

Dla ciekawskich skład:

Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie przecięła BB na pół XD. Nie wygląda chyba tragicznie, choć pewnie moje późniejsze gąbki prezentowały by się lepiej, ponieważ wiedziałam czym je ładnie doczyścić.


Ostatnio pisałam wam, że kupiłam sobie gąbkę For Your Beauty z Rossmanna i że jest fatalna. Po paru użyciach pragnę ją szczerze przeprosić, bo nie jest taka zła, ale do oryginału jej daleko ;).
Podsumowując moje chaotyczne wywody, jak dla mnie Beauty Blender na razie jest najlepszą gąbką do nakładania makijażu jaką miałam i nie wiem czy kiedykolwiek coś go przebije. Jest rewelacyjnie miękka, miła w dotyku (niczym sprężysta pianka), trwała, łatwo nią dotrzeć do każdego załamania. Nie zauważyłam też, żeby chłonęła horrendalne ilości podkładu. Obecnie nie mam za bardzo ochoty na dalsze poszukiwania, wolę pozostać wierna mojemu ideałowi. Wiem, że jest dość drogi, ale według mnie warto wydać te 70zł i komfortowo nakładać swój ulubiony podkład czy korektor. Miałam już dwa razy wersję różową, czarną i białą, a wczoraj przyszła do mnie fioletowa, limitowana edycja. Żadna sztuka mnie nie zawiodła, dlatego też z ręką na sercu rekomenduję wam zakup tej gąbeczki!

Miłego dnia, 
Yuki

19 komentarzy:

  1. ja tam nie jestem, przekonana do takich gadżetów ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też nie byłam, ale teraz nie wyobrażam sobie makijażu bez takiej gąbki :D.

      Usuń
  2. Miałam tą gąbeczkę ale wczoraj już poszła na emeryturę ;) Ta gąbeczka jest genialna ;) teraz będę testować tą gąbeczkę Nanshy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oooooo, nie wiedziałam, że Nanshy ma w asortymencie gąbkę! Muszę poszperać :D.

      Usuń
  3. Ja też bardzo lubię BB. Miałam gąbkę z RT i BB wydaje mi się lepszym rozwiązaniem. Teraz myślę nad zakupem tej beżowej wersji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też się czaję na beżową wersję, ale jak pisałam na razie w moje łapki wpadł fiolet :D.

      Usuń
  4. gratuluję drugiej zwyciężczyni ;)
    co do BB to oryginału nie miałam ale używałam trzech - dwie z nich były właśnie twarde i nieprzyjemne, ale trafiłam na jeden wyjątek z Oriflame, jest mięciutka i super się nią pracuje, jednak macałam już 3 kolejne gąbki tej firmy i są twarde. więc 1 na 4 gąbki trafiła się godna uwagi i akurat trafiła do mnie więc miałam szczęście ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet Oriflame ma gąbkę? Kurczę, chyba już każda firma wzbogaciła się o coś takiego :D. Fajnie, że trafiła ci się akurat ta przyjemna sztuka!

      Usuń
  5. Mam podróbkę gąbeczki, ale nie do końca przypadła mi do gustu, ponieważ jest twarda ;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem jednak warto zainwestować w oryginał. Nie raz się o tym przekonałam.

      Usuń
  6. Jestem fanką BB, choć na początku też nie mogłam uwierzyć w jego niezwykłość :P A właśnie będę musiała sobie niebawem kupić nowy... Myślałam o czarnym, bo czerwony mnie wkurzał po pierwszych myciach, jak z niego wypływał pigment o_o

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co ty gadasz, a właśnie czerwony mnie tak kusi z niewiadomych powodów xD. Czarny chyba lubiłam najbardziej, szczerze polecam :>.

      Usuń
  7. Miałam RT, ale nadal myślę nad zakupem oryginału :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dwa zupełnie inne światy! Gorąco polecam Beauty Blender, moim zdaniem o niebo lepszy kawał gąbki ;).

      Usuń
  8. ja używam BB Make up Revolution i jestem zadowolona :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie miałam z nią styczności, ale może w przyszłości ją kupię ;).

      Usuń
  9. Ja mam i dobrze się sprawdza :) wspolna obserwacja ? zapraszam :) http://pinklips666.blogspot.co.at/

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja się przyglądam tym wszystkim gąbeczkom, ale jeszcze nie zdecydowałam się na zakup :P

    OdpowiedzUsuń